Strona główna SENAT ZDROWYM OKIEM 2011 Kronika Beskidzka 22 grudnia 2011 r.

Kronika Beskidzka 22 grudnia 2011 r.

Choć w polityce dzieje się bardzo dużo między innymi końcówka naszej prezydencji tak różnie oceniana w kraju i jednoznacznie bardzo dobrze w Europie (niektórzy twierdzą, że najlepsza z dotychczasowych), rocznica stanu wojennego z jej różnymi obchodami, itd. – dzisiaj postanowiłem podzielić się z Państwem zgoła czymś całkiem innym, a jakże ważnym w kontekście Bożego Narodzenia… myślę, że się wszyscy czytelnicy domyślą po przeczytaniu mojej krótkiej opowieści.

Patrzyłem na nią z uczuciem, które było trochę żalem, rezygnacją, bezsilnością – trudne do określenia. Wiedziałem, że zbliża się ta chwila, która dla niej nie powinna jeszcze nadejść – była zbyt młoda – ledwie po czterdziestce. Miała piękne oczy duże, zbyt duże, które kontrastowały z wychudzoną twarzą. Widać było kości policzkowe, skronie pokryte cienką pergaminową, szarą skórą. Pod kocem rysowała się bardzo szczupła sylwetka. Z pewnością gdyby nie okoliczności oceniałbym jej urodę. Ale wiedziałem, że jest za późno – bez przyszłości. Ledwie kilkanaście godzin wcześniej była operowana a w zasadzie trudno to nazwać operacją, bo nic nie dało się zrobić – już śmierć trawiła organizm. Niektórzy twierdzą, że nie czujemy bólu innych – ale tak nie jest, raczej nasz ból chirurgów często wynika z tego, że w takich sytuacjach „zawodzimy” naszych pacjentów. Trudno spojrzeć prosto w oczy, trudno coś powiedzieć, chciałoby się uciec ale ta chwila milczenia krzyczy – nie zostawiaj mnie tu samej. Tak było wtedy, pamiętam to jak dziś choć już od tej chwili minęło prawie ćwierć wieku.

Potem wielokrotnie przeżywałem podobne sytuacje ale wtedy…- On wziął jej drobną słabą dłoń w swoje mocne ręce, przytulił do siebie i czułem, że jestem świadkiem jakiegoś misterium łączącego tych dwoje. To była miłość.

Tak do końca życia będę pamiętał mojego i nie tylko mojego mistrza Pana doktora Henryka Pysza. Nauczył nas nie tylko fachu – był chirurgiem spełnionym i idealnym w każdym calu. Miał złote ręce i serce – był w tym co robił perfekcyjny. Nauczył nas kochać ludzi, tych których tak ciężko doświadczył los – każdy pacjent był z nami związany emocjonalnie.

Kilka dni temu Pan doktor obchodził jubileusz 80. urodzin i przeszło 55 lat pracy zawodowej. Panie doktorze, dziękuję za te lata wspólnej pracy, za to, że wiem iż nie jest wstydem mieszać swoje łzy ze łzami drugiego człowieka .

Dziękuję, za uśmiech i optymizm, za dobro i miłość za atmosferę, której nigdy i niegdzie nie doświadczyłem ani wcześniej ani później. Życząc dużo zdrowia mam nadzieję, że w dalszym ciągu będę mógł liczyć na Pana mądre rady i ciepło, które Pan roztacza wokół siebie.

Boże Narodzenie – jesteśmy wśród bliskich, tych których kochamy, nasze serca łączą się ze sobą, nasze myśli są przejrzyste i piękne. Człowiek bez miłości staje się obcy w środku i na zewnątrz.

Życzę Państwu by ta noc wigilijna napełniła nas wszystkich spokojem, byśmy nawet sobie nie mogli wyobrazić, że moglibyśmy już ze sobą nie być. Życzę Państwu miłości.